Mów o szczęściu.

I bez Twojej niedoli świat jest wystarczająco smutny.

Żadna ścieżka nie jest tylko wyboista.

ELLA WHEELER WILCOX 1855-1919

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pudełeczko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pudełeczko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lutego 2013

Wszędzie wiosna a u nas zima



Co mogą usłyszeć domownicy kobiet rękodzielniczek?


NP.

Mąż, po powrocie do domu na pytanie: „Co dziś na obiad?”

-„Stempelki”

-„-‘-‘!??@#!?”

-„Co robiłam?? Jak to co?? NIC! Cały dzień malowałam i stemplowałam…;). Co gorsze efekt WCALE mnie nie zadowala.”:(

-„…#!?%*!”

-„Ty też nie jesteś zadowolony?? No widzisz jak my się zgadzamy!” :D



Jednym słowem kochaj albo rzuć ;DDD.


Wam też udaje się tak zaskoczyć domowników? Jestem pewna, że nawet bardziej.:D



Nie no, nie tylko stemplowałam. Byłam też na spacerze. W moich "stylowych" kaloszach :).


     Gdy wracałam do mojego ośnieżonego domku, pośród łąk i pól; zostawiając za sobą zgiełk i brud miasta pomyślałam o Was i sobie samej, jeszcze sprzed dwóch lat. Po powrocie z pracy człowiek już po prostu nie miał siły wyjść na dwór, choć serce się rwało do przestrzeni i spędzenia choć chwili z przyrodą. Zresztą gdzie tu chodzić, pośród blokowisk, wszędobylskich psich kup /nie mam tu nic złego na myśli jeśli chodzi o czworonogów, mam TU na myśli tylko dwunogów @/…

Zatem zamiast albo dla Was, ponownie pozwiedzałam świat.

Tym razem zupełnie blisko miejsca, gdzie mieszkam. Nie miałam potrzeby ganiać po łąkach z rozwianą grzywą, bo… nic mnie nie gnało…, więc nie oddaliłam się dalej niż na 1 km od domku.
 ***


 Tak mi te zdjęcia w kaloszach, pasują do mojej ostatniej białej pracy ze wspominanymi stemplami, że nie mogę sobie odmówić połączenia. 

 ***

Biała szkatułka, która spędzała mi sen z powiek. 
Jest bielusieńka i ma przecierki, więc chyba jest to pudełko shabby chic? 


Mam nadzieję, że tak. Ostatnio uczepiłam się białego i WCALE (!) nie jest tu winny 1 litr farby, którą zakupiłam do nauki ;)). Będzie jeszcze jedno pudełko ale nie wiem kiedy, bo dopiero czekam na zamówione drewienka.


Najpiękniejsza przyjaźń istnieje między ludźmi, którzy wiele od drugich oczekują, 
ale niczego nie żądają. 
/Albert Schweitzer/



 Przychodzę, gdy już wszyscy odeszli... więc nie pytaj mnie, czy przyjaźń ma sens.
/Seneka/




Przyjaźń poznaję po tym, że nic nie może jej zawieść, 
a prawdziwą miłość po tym, że nic nie może jej zniszczyć. 
/Antonie de Saint-Exupery/

 

Wszystkim posyłam najlepsze i najcieplejsze życzenia samych miłych chwil i dobrych dni.

Następny post będzie bardzo chwalipięcki, lojalnie uprzedzam ;). Dziękuję za Waszą obecność, tylko ludzie wielkoduszni potrafią się cieszyć z cudzych radości :))). Każdemu odpisałam słówko albo dwa :*


Jomo

czwartek, 17 stycznia 2013

Tyle jest przed Tobą wspaniałych dni

Lubię myśleć, że jeszcze wszystko co najlepsze jest przede mną.
I równie mocno nie lubię dni, gdy nęka mnie myśl, że wszystko co najlepsze mam już za sobą. 
Noszę w sobie pragnienia i marzenia. Większość nie dotyczy mnie, tak całkiem. 
Szczęście dzieci, zdrowie, podróż życia (tylko jedną)...
Są i głupstwa zupełne, tylko odkładane z dnia na tydzień, miesiąc, lata...

Tyle jest przed nami dni, dni wspaniałych...
Tyle dobrych i złych chwil ...
Co wybierze serce me...
Co przyniesie los?

Czasami rozglądam się, patrzę na siebie samą i... nie poznaję się.
Jak na starych zdjęciach.
Z pamięci odkurzam jedno z radosnych wspomnień. Zielonej, najzieleńszej spódniczki.
Pełnej kolorowych kwiatków  na brzegach.
Zrobiła ją na drutach, czy szydełkiem, dla mnie babcia, na choinkę do przedszkola.
Utkała ją z miłości, wiem to na pewno.
Wciąż czuję tę moją dziecięcą radość, pięcioletniej dziewczynki...
Widzę tę najzieleńszą z zieleni,
każdej wiosny trawa nie jest tak zielona jak kolor spódniczki w mej pamięci.
Kolorowe tęczowe kwiatki wyszyte ręcznie.
Mam je przed oczami jakby to było wczoraj.
Wyszyłam takie same na szaliku córci, ku pamięci...
Tylko na zdjęciu czarno-białym nie widzę nic oprócz zawstydzonej miny i przerażonych wielkich oczu.
Trudno jest uwiecznić uczucia.
To tak jakby zatrzymać chwilę...

***
Za radą Moteczka zgłębiam tajniki stylów.
Dziś chyba będzie rustykalny.
Następny w kolejce czeka shabby chic a co dalej, nie wiem...

Motywy jednak nie są z wiejskiego domku.
Kogucik nie chciał do mnie przemówić.;)


Za to Audrey Hepburn bardzo :).
Pudełeczko ma tylko jedną warstwę lakieru. Jeszcze dużo lakierowana na wieczku, ale koniecznie chciałam wykorzystać dobrą pogodę do zdjęć. Lakierowane będzie na matowo.

 Bejcowane drewno, przecierane i bielone. Numerek jest transferowany zmywaczem.


Pudełeczko zimowe dziewczynki już wylakierowane:


Śnieżynki są to stemplowane, czy raczej tapowane wycinanki, które wycięłam sama z papieru a te małe za pomocą dziurkacza.

Dół również bejcowany i bielony.

Ciekawi mnie czy będzie widać różnicę bielenia. 
Jedno pudełeczko jest bielone woskiem - sama przyjemność pracy a drugie przecierane białą farbą gąbeczką.

Powstały też kolejne świeczki, takie same jak poprzednio.
 Druga strona jest też w obu taka sama.


Pomyślałam, że pokażę też mini tutek - kursik ozdabiania świeczki.


Zrobiłam go kiedyś dla Anstahe i może komuś się przyda?
Plusem tej metody jest, że takie ozdabianie świeczek nie wymaga żadnych preparatów.

Życzymy Wam kochani ZDROWIA!

W moim domku grypowy front chorobowy opanowany.:))) 
Pokazywaną rączką była rączka mego synka. 
Nie przyszłoby mi na myśl zawracać Wam głowy swoją :). 
Ale dzieciom, nigdy dość dobrych życzeń i myśli, za które serdecznie DZIĘKUJEMY.:*
Grypa nie ominęła i córeczki, ale leczenie jej a synka to zupełnie inne bajki.

Niedługo mija rocznica mojego blogowania...:) zamęcza mnie myśl co wymyślić?
Buziaki posyłam :***

Jomo

poniedziałek, 19 listopada 2012

Nietypowy kot ;)

     Podejrzewam, że nikt nie ma takiego kota jak ja. Nawet mnie to nie martwi. Co więcej już do tego przywykłam :). Święta Bożego Narodzenia, to mój największy kot.... Zaraz, gdy miną Zaduszki dla mnie zaczyna się już okres Świąt. Chyba wynika to z tego, że tak strasznie na nie czekam. Mam tak odkąd pamiętam, czyli od dziecka :). Kiedyś już w listopadzie wyciągałam wszystkie kasety z kolędami i namiętnie słuchałam, najczęściej jednej w kółko i wcale mi się NIE nudziła. Teraz kaset już nie ma na czym słuchać a jeszcze nie trafiłam na ulubioną płytę z kolędami. Może ktoś chciałby jakąś polecić??
     Cały rok czekam na ten MAGICZNY czas. Listopad, to jak dla mnie, najwyższy czas na ozdoby Świąteczne, albo chociaż w klimacie Świąt. Nie wytrzymałam dłużej i już zmieniłam szatę bloga na zimową wykorzystując moje najnowsze pracki :). /Pozostało mi jeszcze posprzątać, bo wciąż mam bałagan w ulubionych blogach :o)./ Uwielbiam, gdy Święta Bożego Narodzenia są oprószone śniegiem. Wszędzie biało, czysto, niewinnie ... szczęśliwie. Tak jak powinno być. Jak chciałoby się, aby było zawsze i wszędzie.

Tak powstało Świąteczne pudełeczko:
Zbliżenie na brokat:
Za radą Kajki szablony zrobiłam sama. Każdy z pewnością też kiedyś wycinał takie śnieżynki :)). Jedno jest pewne, są niepowtarzalne. Z każdej strony inna:
Przecierany motylek jest doklejony.
*****
Wspominałam kiedyś o lampionie, który mi się nie udał i mówiłam, że będzie drugie podejście. Teraz już jest taki jak chciałam. Świąteczny, śnieżny lampion:
 Druga strona:
Użyłam pasty strukturalnej - śnieg, konturówki perłowej, transparentnej i brokatów.
Mam nadzieję, że udało mi się oddać magię Świąt.

Lampion zawiera więcej elementów brokatowych w kolorach: białym, złotym, zielonym i czerwonym, chciałabym zgłosić go na wyzwanie w "Brokatowe fantazje" w Szufladzie. Mam nadzieję,  że spełni wymogi Organizatorek zabawy :o).

Pozdrawiamy serdecznie ja i mój KOT-ODKRYWCA SIEBIE ^^):
i zapraszamy na nasze candy

*Jomo*



sobota, 22 września 2012

Cóż wiesz o pięknem?

(...)- Spytam się tedy wiecznego-człowieka,
Spytam się dziejów o spowiedź piękności:
Wiecznego człeka, bo ten nie zazdrości,
Wiecznego człeka, bo bez żądzy czeka,
Spytam się tego bez namiejętności:
“Cóż wiesz o pięknem ?...”
...“Kształtem jest Miłości” -
On mi przez Indy - Persy - Egipt - Greków -
Stoma języki i wiekami wieków,
I granitami rudymi, i złotem,
Marmurem - kością słoniów - człeka potem,
To mi powiada on Prometej z młotem.
Kształtem miłości piękno jest - i tyle,
Ile ją człowiek oglądał na świecie,
W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,
Na tego Boga wystrojonym dziecię;
Tyle o pięknem człowiek wie i głosi -
Choć każdy w sobie cień pięknego nosi
I każdy - każdy z nas - tym piękna pyłem. (...)
 Cyprian Kamil Norwid „Promethidion”
Dzisiejszy post będzie o zamierzchłych czasach, gdy jeszcze ludzie kryli się w jaskiniach a światem "rządziły" zwierzęta. Pierwotnie chciałam napisać: a światem rządziły dinozaury. Jednak naszły mnie tu wątpliwości natury szkonej i zechciałam to sprawdzić. Nie jest łatwo znaleźć jednoznaczną odpowiedź na wynikłe pytanie i zainteresowanych odsyłam do artykułu Czy ludzie i dinozaury żyli razem?
Niech więc będzie zwierzęta.

Do czego zmierzam?

....

Tyle wody upłynęło, że wcale nie jest łatwo coś napisać, bo właściwie do kogo? Dodatkowo natłok myśli w głowie znacznie utrudnia trzymanie się jednego wątku.

Niech zatem będzie krótko, może będzie łatwiej, choć to raczej niemożliwe ;P. Żeby ruszyć naprzód czasami trzeba zrobić dwa kroki w tył.

                                                               ******************

W poprzednim poście pisałam o MISIU Fantazy. Odezwała się do mnie w komentarzu Pani, która jest autorką książki. Drugi raz spotyka mnie ta sytuacja i ponownie zaskakuje mnie małość naszego świata. Jednak mam w związku z tym faktem prośbę do osób, które mają konto na FB. Sama nie mam możliwości kontaktu z w/w Panią Ewą, gdyż komentarz jest napisany jako Anonim i nie mam konta na FB. Pani Ewa pisze, że pokazała Misia na swoim profilu FB. Ponieważ jest to dzieło Oli prosiłabym, aby jakaś przyjazna Duszka spojrzała jak to wygląda.
Z góry dziękuję!

******************

To nie koniec rozbieganego postu.

Chciałabym najgoręcej PODZIĘKOWAĆ  Hani za wspaniały, serdeczny, osobisty prezent. Jest to kolejny dowód na niezwykłość serc blogowych DUSZYCZEK. Codziennie, gdy patrzę na niego, wciąż pojawia się myśl, a właściwie dwie.
Pierwsza: "dziwny jest ten świat...lecz  ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim..."
Druga: są to słowa wiersza którymi rozpoczęłam dzisiejszy post, "cóż wiesz o pięknem?..."

Akwarela RUDZIK jest autorstwa pędzla Hani z bloga zielnik hani.
Hania tworzy m.in. przecudne akwarele, gdyby ktoś nie wiedział, najserdeczniej zapraszam!

Dla mnie zechciała! (sama z siebie, gwoli informacji dla różnych niedowiarków) namalować rudzika. Całe szczęście, że wykorzystując okazję zamówiłam mu jeszcze przyjaciela do pary - kopciuszka.
Tak pięknie wyglądają razem!
Straciłam już nadzieję, że szybko podejmę decyzje gdzie je powiesić. Jest to wynikiem okropnego problemu. Otóż akwarele Hani są tak WSPANIAŁE i tak pasują mi do serca, że powiesiłabym je wszędzie a w sumie są tylko dwie. Więc gdzie?? W salonie? Kuchni? A może w przedpokoju?? Jak myślicie?

Dlaczego akurat takie ptaszki?
Rudzik jest to malutki ptaszek, pierwszy, którego dostrzegły moje oczy, gdy kupiłam pierwsze w swoim życiu okulary. Natomiast kopciuszek to niejako teraz mój sąsiad lub lokator. Zamieszkał pod krokwią podczas budowy i należą mu się najcenniejsze ordery za męstwo. Pani kopiuszkowa nie opuściła gniazdka mimo deskowania dachu a Pan kopciuszek dzielnie donosił jej jedzenie przemykając przez pozostawioną dziurę. W tym roku też lata cała rodzinka, choć nie mam pojęcia, gdzie gniazdowali.

Zdjęcia akwarelek robione już w ramkach, ale wciąż stoją na kominku. Może jeszcze kiedyś pojawi się ich więcej i wówczas problem: tu czy tu, zostanie rozwiązany?;)
Haniu, kochana, najserdeczniej Ci DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jestem nimi oczarowana!

Razem z akwarelkami przyleciała jeszcze domkowa broszka, też dzieło Hani :))):

Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy - praca, by się zmartwychwstało.
CKN „Promethidion”

******************
Dlaczego tak trudno jest pisać? Nie wiem. Chyba się odzwyczaiłam. Może wydaje mi się to troszkę bez sensu? Na pewno nie jest powodem brak prac, bo akurat tego mam więcej niż zazwyczaj miałam. Nauczyłam się już kropkować, przecierać a nawet cieniować. Ale co pokazać? Sama nie wiem. Może  na zakończenie lata łazienkowe pudełeczko, jeszcze przed dodaniem niebieskiego koloru, tak ku pamięci :):


Trudno było mi się zebrać, aby coś naklikać ale w końcu się zebrałam. Główną sprawczynią jest Maneruki, która mimo mojej ostatniej nagminnej nieobecności przysłała mi wyróżnienie:
Przyznaję, że jest ono bardzo słodkie :)) W dodatku z ulubionym przeze mnie, ostatnio, motywem mufinek :). Więc czym prędzej w ramach podziękowania upiekłam mufinki i teraz serdecznie zapraszam, proszę się częstować:
Maneruki - serdecznie dziękuje :***

Gdyby ktoś miał bardzo mało czasu polecam ciasto dla zapracowanych mam:

Najszybsze i najłatwiejsze ciasto w świecie, którego przygotowanie zajmuje 5 minut (bez pieczenia oczywiście, bo tu potrzeba już 40 minut)

                                                             ******************


W ramach oswajania z blogiem na dziś to koniec.
Jomo 
 

sobota, 3 marca 2012

Zasypało nas...

Witajcie kochani. Nowy post miał być zupełnie na inny temat, ale tak się składa, że koniecznie muszę zmienić plany, bo ... podrzucono nam ... dziewczynkę, do tego niemal równego jej wzrostem zająca i węża...

Właściwie to nie wiem od czego zacząć, więc będzie od początku. Na zbliżające się urodzinki mojej córci zamówiłam u Kasicy53 poduchy. Najpierw miała być jedna, ale potem od nadmiarów pomysłów zamówienie nam się rozrosło i Kasieńka uszyła trzy. W sam raz na prezent :). Do tego wciąż trzymałam bransoletkę, którą kiedyś w wymiance podarowała mi Mazmika. Wszystko pięknie czekało na wyjątkowy dzień, gdy...pojawiła się niespodziewana przesyłka. W dodatku na nasz stary adres, gdzie już nie mieszkamy, więc swoje odleżała na poczcie i wyszło na to, że gdy zachwycałam się dziełami Olllq u niej na blogu, to paczka już była u nas na poczcie! Całe szczęście, że otwierałam ją siedząc, bo aż mi w oczach pociemniało. Wszystkiego mogłam się spodziewać, nawet bomba mniej by mnie zaskoczyła. Słów brak, aby opisać nasze szczęście. Otóż przyszły do nas prezenty!!!!!!!! W dodatku dla wszystkich :))))))) Najpiękniejsze i zupełnie wyjątkowe!!!! Teraz zdjęcia. Na nich są widoczne piękne poduchy Kasiowe i mega niespodzianki od Olllq: cud LALA (Madzia), zajączek ochrzczony trojgiem imion Kicuś Zielonuś Gabryś i mój biżutek:
Zbliżenie wyjątkowej, pięknej Madzi:
Z serduszkiem pod ręką :)))))))))))))) Sam czar :) Perfekcja w każdej niteczce. Jest wspaniała!!!!
To nie koniec. Aby synkowi w ten dzień prezentów nie było smutno, też dostał przepiękną przytulankę:
aż się buzia sama do niego śmieje :))))))))))) Jest przeuroczy!!!! Baaardzo optymistyczny i serdeczny:
Dostało się i dla mnie, choć przyznam się, że teraz to już wiem jedno: nie mam możliwości odwdzięczyć się żadną miarą. Takie rękodzielnicze skarby są zupełnie wyjątkowe. To najpiękniejsze prezenty, jakie mogą dzieci dostać :). Madzia była z córcią w szkole, gdzie wzbudziła furorę. Na szczęście moja córcia szczerze powiedziała, że "Mama nie umie takiej zrobić i nic z tego: Tą zrobiła Pani z internetu" ;)))))))))))))
Moja ozdoba :)))))) i serduszko, które idealnie pasuje na:
Kochana, niesamowita, zupełnie szalona Olllq z całego serca Ci dziękujemy!!!!!!!!!!!!
Ściskamy czule i posyłamy moc serdeczności
:***********
Wychodzi na to, że gdy tylko wyjdę z jakiś długów wdzięczności, to zaraz mi przybywa kolejnych :)))) Zważywszy mój ambitny, tajemniczy i podstępny plan, aby posłać drobne upominki tym kochanym dziewczynom u których wygrałam cukiereczki, to już zupełnie jestem w lesie. Pozostaje mi tylko prosić dziewczyny o morze cierpliwości. U mnie, na froncie robótkowym, bardzo pomalutku się dzieje.
Póki co zrobiłam dwa pudełka. Jeszcze nie są polakierowane i w bratkowym brak koronki ale pokazuję je z premedytacją, bo jeśli nie zdobędą akceptacji to łatwiej pozdzierać :) a mam je zamiar porozsyłać. Tylko nie zdecydowałam, które gdzie.

Karnawałowe -spód bejcowany.

Bratkowe-podkład i spód jest złoty.

Piosenka z dedykacją dla Olllq i wszystkich innych BABECZEK :)
Renata Przemyk:

Babę zesłał Bóg
Raz mu wyszedł taki cud
Babę zesłał Bóg
Coś innego przecież mógł 
Żeby dobrze zrobić wam 
Żeby dobrze zrobić wam 
Babę zesłał Pan 
Bóg też chłopem jest 
Świadczy o tym jego gest 
Bóg też chłopem jest 
Tak jak swing i blues i jazz 
Żeby z baby ciągle drwić 
Żeby z baby ciągle drwić 
Trzeba chłopem być 
Bóg ci zesłał mnie 
Byś miał kogoś w noc i dzień 
Bóg ci zesłał mnie 
I się z tego tylko ciesz 
Z woli nieba jestem tu 
Z woli nieba jestem tu 
Więc się do mnie módl 
****

Z serca DZIĘKUJĘ Wszystkim za komentarze pod poprzednim postem :*
Ściskam czule wszystkie Duszki :*

Jomo

poniedziałek, 5 września 2011

Różana bajka


Kto był najszczęśliwszy - bajka

Jakie piękne róże! - powiedział promyk słońca. - Każdy pączek
zakwitnie i będzie taki sam piękny. To są moje dzieci, mój pocałunek
tchnął w nie życie! - To moje dzieci - powiedziała rosa. - Wykarmiłam je mymi łzami.
- Wydaje mi się, że to ja jestem ich matką - powiedział różany krzak. - Wy jesteście tylko chrzestnymi rodzicami, ofiarowaliście im podarunki w miarę waszych możności i dobrej woli.
- Moje najpiękniejsze różane dzieci - powiedzieli wszycy troje i życzyli każdemu kwiatkowi wiele szczęścia, lecz tylko jedna róża mogła być najszczęśliwsza, a jedna musiała być tą najmniej szczęśliwą; ale która?
- Dowiem się - powiedział wiatr. - Pędzę daleko dookoła, przeciskam się przez najmniejszą szparę, wiem, co się dzieje w domu i na dworze.
Każda rozkwitła róża słyszała tę rozmowę, każdy rozkwitający pąk słyszał także.
przez ogród przechodziła nieutulona w żalu, kochająca matka, czarno odziana; zerwała jedną z róż, która była na pół rozkwitła, świeża i pełna i wydawała jej się najpiękniejsza ze wszystkich. Zaniosła kwiat do cichego, niemego pokoju, gdzie jeszcze przed paroma dniami cieszyła się życiem jej młoda córka, a teraz leżała sztywna w czarnej trumnie jak senny posąg z marmuru. Matka pocałowała umarłą, potem ucałowała na pół otwartą różę i położyła ją na piersi umarłej, młodej dziewczyny, jak gdyby świeżość róży i pocałunek matki mogły na nowo poruszyć serce dziecka.
Zdawało się, że róża stała się pełniejsza, każdy listek drżał pod wpływem radosnych myśli:
"Dana mi była droga miłości; jestem jak dziecko zrodzone z człowieka, mam pocałunek matki, mam słowa błogosławieństwa i idę wraz z tym dzieckiem do nieznanego kraju, śniąc na łonie zmarłej; na pewno to ja jestem najszczęśliwsza ze wszystkich moich sióstr."
Przez ogród, gdzie rósł różany krzew, szła stara kobieta, która pełła;
ujrzała cudny krzew, a na nim największą, najbardziej rozwiniętą różę.
Jeszcze jedna kropla rosy i jeden gorący dzień - a płatki opadną; kobieta wiedziała o tym i orzekła, że róża spełniła już swe zadanie w służbie piękna; teraz musi służyć pożytkowi. Zerwała różę, zawinęła ją w gazetę i zaniosła do domu, gdzie były inne przekwitłe róże, miano z nich zrobić "potpourri"; miano zmieszać je płatkami z małymi, niebieskimi chłopczykami, które zwano "lawendowymi smykami", zabalsamować przy pomocy soli. Tylko królowie i róże bywają zabalsamowani.
- To ja dostąpiłam największego honoru - powiedziała róża, podczas gdy kobieta ją zrywała. - Ja będę najszczęśliwsza. Będę zabalsamowana!
Do ogrodu przyszło dwóch młodzieńców, jeden był malarzem, a drugi poetą; każdy z nich zerwał jedną piękną różę.
Malarz wymalował na płótnie kwitnącą różę tak, że zdawać się mogło, iż odbija się w lustrze.
- W ten sposób będzie żyła wiele setek lat, podczas gdy miliony i znowu miliony róż zwiędną i umrą - powiedziała róża - przypadło mi największe szczęście.
Poeta obejrzał swą różę, napisał o niej wiersz, całe misterium;
wszystko, co wyczytał z każdego różanego płatka: Księga obrazów miłości. Był to nieśmiertelny poemat.
- Stałam się nieśmiertelna - powiedziała róża - jestem najszczęśliwsza.
Ale pośród wspaniałych róż była jedna, zakryta prawie całkiem przez inne róże; na skutek przypadku czy też szczęśliwego zbiegu okoliczności miała wadę, siedziała krzywo na łodydze i listki były po dwóch stronach rozłożone niesymetrycznie, a nawet w środku samego kwiatu wyrastał mały, skarłowaciały, zielony listek, zdarza się to czasem różom.
- Biedne dziecko - powiedział wiatr i pocałował w policzek właśnie tę różę. Róża myślała, że to pozdrowienie, hołd; było jej przyjemnie, że wygląda inaczej niż inne róże, a ponieważ z jej wnętrza wyrastał mały zielony listek, uważała to za pewne wyróżnienie. Usiadł na niej motylek i ucałował jej płatki, uważała go za konkurenta, ale pozwoliła mu odlecieć.
Potem zjawił się duży konik polny; usiadł on wprawdzie na innej róży i pocierał sobie skrzydełka łapkami, u koników polnych jest to dowód zakochania; róża na której siedział, nie rozumiała tego, ale za to zrozumiała go róża z odznaką, z zielonym, skarlałym listkiem wyrastającym z jej środka, gdyż na nią patrzył konik polny oczami, które mówiły:
- Mógłbym cię zjeść z czystej miłości, a bardziej już chyba nie można kochać, niż gdy jedna istota pochłania drugą! - Ale róża nie chciała, by ją zjadł konik polny. W gwiaździstą, jasną noc śpiewał słowik.
- To tylko dla mnie - mówiła róża z wadą czy też z wyróżnieniem. -
Dlaczego to mam być we wszystkim uprzywilejowana wobec moich sióstr?
Dlaczego to otrzymałam ten znak, który mnie czyni najszczęśliwszą?
Do ogrodu przyszło dwóch panów palących cygara; rozmawiali o różach i o tytoniu: podobno róże nie znoszą zapachu tytoniu, zmieniają barwę,
stają się zielone, chcieli to wypróbować. Woleli nie zrywać najpiękniejszych róż, wybrali więc tę z wadą.
- Cóż za nowe wyróżnienie - powiedziała róża. - Jestem niezmiernie szczęśliwa! Najszczęśliwsza!
I pozieleniała pod wpływem dumy i tytoniu.
Inna róża na poły jeszcze w pąku, może najładniejsza z całego krzewu, dostała się na główne miejsce w artystycznie związanym bukiecie ogrodnika; zabrano ją do domu młodego, możnego pana i pojechała z nim razem karetą; tkwiła pomiędzy innymi kwiatami i piękną zielenią jako najpiękniejsza; dostała się tam, gdzie było uroczyście i radośnie.
Panowie i panie siedzieli w blasku tysięcy lamp, muzyka grała, sala teatralna zalana była światłem, a kiedy pośród burzliwych okrzyków oklaskiwana młoda tancerka ukazała się na scenie, do jej nóg spadł cały deszcz kwiatów, bukiet obok bukietu. Upadł także bukiet, w którym tkwiła cudowna róża jak drogocenny kamień; czuła ona w całej pełni niesłychane szczęście, zaszczyt, blask, który ją otoczył; dotknęła ziemi i zaczęła tańczyć, podskakiwać, przeskakiwała deski i padając odłączyła się od łodygi. Nie doszła do rąk tej, której składano hołdy, potoczyła się za kulisy, gdzie wziął ją chłopak maszynista, zobaczył, jaka była piękna i jak cudownie pachniała, chociaż nie miała łodygi. Wsadził ją do kieszeni i kiedy wieczorem wrócił do domu, włożył ją do kieliszka od wódki, gdzie całą noc przeleżała w wodzie. Wczesnym rankiem postawiono ją przed starą babką, która bezsilnie siedziała w fotelu. Babka spojrzała na piękną, złamaną różę i ucieszyła się jej zapachem.
- Nie stoisz na stole u bogatej, wytwornej panny, tylko u ubogiej, starej kobiety, ale tutaj jesteś jak cały różany krzew; jakże jesteś piękna!
I staruszka patrzyła z dziecięcą radością na kwiat, , myślała pewnie o dawno minionych latach świeżej młodości.
- W szybie była dziura - powiedział wiatr - mogłem się tam z łatwością dostać - widziałem błyszczące młodością oczy staruszki i ułamaną, piękną różę w kieliszku od wódki. Najszczęśliwszą ze wszystkich róż. Wiem o tym.
Mogę to o niej powiedzieć.
Każda róża z krzewu w ogrodzie miała swoją historię. Każda myślała, że jest właśnie najszczęśliwsza, a wiara uszczęśliwia. Ale ostatnia róża na krzaku myślała, że jednak jej szczęście przewyższa inne.
- Ja przeżyłam wszystkie. Jestem ostatnia, jedyna, najukochańsze dziecko matki.
- A ja jestem matką ich wszystkich - powiedział krzak różany.
- Ja! - powiedział promień słońca.
- I ja! - powiedział wiatr i pogoda.
- Każdy ma w tym jakąś swoją cząstkę - powiedział wiatr. - I każdy otrzyma swoją cząstkę. - To mówiąc wiatr rozwiał różane płatki po żywopłocie, gdzie lśniły krople rosy i świeciły promienie słońca. - To jest moja cząstka - powiedział wiatr. - Widziałem dzieje każdej róży i opowiem je teraz po całym świecie.
Powiedz mi teraz ty, która z róż była najszczęśliwsza? Musisz to powiedzieć, bo ja już się dosyć naopowiadałem.


Andersen H.Ch.

******************
Ponieważ już dotarły moje przesyłki, więc dziś część 1, jak w tytule, różana :).

Różana zakładka i pudełeczko na złote szydełka dla Oli:



i zakładka z drugiej strony:


Na zakończenie moje pierwsze "scrapowe" pudełeczko, które zrobiłam na modeliniaka dla Oli, inspiracją była Kasia z Pasji Kati:


******************
W minionym tygodniu spotkałam się "oko w oko" z bloginią:) (słówko zapożyczone od Inkwizycji) Allbymyself u której wygrałam niespodziankę dla obserwatorek. To nie do uwierzenia ile stresu było przed... Podczas naszego spotkania chyba tylko w połowie byłam sobą. :) Oczywiście wszystko było na zapas i zupełnie zbędne. Madzia okazała się sympatyczną osóbką a czas szybciutko nam zleciał  przy kawce i technicznych oraz życiowych rozmówkach. Nawet moje dzieci skorzystały i naciągnęły mnie na lody "na zakończenie wakacji". Wymieniłyśmy się serwetkami ;) i pamiątkową zakładką a ja dostałam przepiękną filcową nagrodę. Zapakowaną w takie cudne pudełeczko:



i po rozpakowaniu:

Prawda, że piękne :)) Nic dotąd filcowego z biżutków nie miałam, teraz już mam. Korale i brocha!! Dziękuję Madziu!!!!!! Przyznam się, że z wrażenia aż bałam się zajrzeć do serwetek, które dopiero w domku obejrzałam i od razu zachorowałam na dwa cudne motywy różane:


Może ktoś ma więcej takich serwetek i chciałby się wymienić? Korzystając z okazji spytam też, czy ktoś nie ma następujących serwetek, albo może wie gdzie można je kupić. Kupiłam je kiedyś na allegro, wraz z koleżanką, ale po jednej!! Coś strasznego, więcej takiego błędu nie popełnię. Zresztą nie pamiętamy u kogo.


Poszukiwane!


Żegnam się z Wami życząc udanego tygodnia i jednocześnie dziękując Justynie za wylicytowanie mojej zakładki na blogu dla Damiana

Wszystko za taką bliskość zimorodka :)
z netu

Jomo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
schoenen-tag-0007.jpg von 123gif.de